czwartek, 4 lutego 2016

start

   Nie jestem typem podróżnika gnającego na oślep, jak to mówią: gdzie nogi poniosą, przynajmniej nigdy tak nie jest na początku. Nie raz przekonałam się o fascynującym doświadczeniu jakim jest zbaczanie z wyznaczonej trasy, co kończyło się hmm … powiedzmy różnie. Naturalne jest dla mnie obranie kierunku i określenie najważniejszych punktów zwiedzania. Wykonanie szeregu przygotowań począwszy od listy co zabrać ze sobą i zmieścić w bagaż podręczny, poprzez zakupienie map/ przewodników, a skończywszy na przeprowadzeniu dokładnego rekonesansu typu: co?gdzie?kiedy?za ile? Jestem zorganizowanym, świadomym turystą, którego tylko magia danego miejsca może skusić na zejście z wytyczonego szlaku (takich miejsc było kilka, ale o tym później :).

   Zawsze gdzieś mnie niesie... jeśli nie jest to faktyczne przeniesienia ciała w odległe miejsce, to chociaż myślami uciekam od codzienności i marzę o podróżach. Na przestrzeni ostatnich kilku lat utwierdziłam się w przekonaniu, że najchętniej i najczęściej wracam do słonecznej Italii. I choć narzekam na pewne włoskie szczegóły, bo wszystko ma swoje blaski i cienie, to łapię się na tym, że jak planuję wakacje, to zawsze zaczynam od mojego ukochanego ‘bucika’. Jestem oddanym konsumentem tamtejszych pomidorów i wina, a także wiernym fanem kina włoskiego i o Włoszech. Stawiam też pierwsze kroki w poznaniu ichniego języka. Krótko mówiąc, nic co włoskie nie jest mi obce. Oczywiście nie jestem omnibusem, ale Italia zajmuje szczególne i bardzo rozległe miejsce w moim sercu. Stąd też pomysł na założenie bloga i może zarażenie paru osób tym poztywnym ‘wirusem’ :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz